„Pokonam Cię Moją Miłością”- Jezus
Poczułam ogromne pragnienie podzielenia się tym, jak Jezus pokonał mnie Swoją Miłością. Pokazał mi mój środek i zewnętrzność. Środek rozpaczliwie woła; „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” Mk 10,(47b), ale skorupa którą jest otoczony nie da mu się przebić. To wszystko jednak posiada jaśniejącą otoczkę. Żyję zewnętrznością. A środek?
Jest czarny, więc do niego nie zaglądam. Na zewnątrz jest pięknie! Zastanawiam się dlaczego? Właściwie to nie muszę się zastanawiać bo wiem - na zewnątrz jest Jezus,. Zewnątrz jest wszystko piękne: otaczam się pięknymi przedmiotami, luksusem, mam piękne i kochane dzieci, męża, wspaniałą siostrę i przyjaciół i mnóstwo kochających mnie ludzi. Ciągle ich przybywa i wszyscy są piękni, bo są od Jezusa. Są to Jego oddziały aniołów, ale oni są tylko na zewnątrz, a środek? Wciąż jest pusty. Pojawiają się kolejni ludzie, Pan wysyła kolejne zastępy aniołów, aby w ciężkich chwilach były ze mną…"bo swoim aniołom dał rozkaz o Tobie, aby Cię strzegli na wszystkich twych drogach…"(Ps 91,11-12). Wszyscy jednak uszeregowani są na zewnątrz. Zastanawiam się dlaczego na zewnątrz? Nie wpuszczę ich do środka, bo tam jestem ja. Zobaczą jaka naprawdę jestem. Egoistka - to na pewno, wszystkowiedząca, dyrygentka. Osoby, przez które mówi do mnie Jezus, mówią mi: „Ty masz dużo darów, talentów” och jak mi to pochlebia, ale co z tego, jeżeli są bezpiecznie zakopane.
Bezpiecznie wcieliłam się w rolę ślepca - widzę tylko siebie. Ale moje „zewnątrz” jest tak promieniujące, że zaczyna oślepiać mój środek. Pojawia się myśl: może on zacznie kiedyś też promieniować? Zaczynają denerwować mnie ludzie, co się dzieje? Przecież tak lubiłam towarzystwo. Organizowałam przyjęcia (musiały być najlepsze, ponoć takie były) nie mogło być inaczej, bo na zewnątrz jest ciągle Jezus, który wszystko za mnie robi.
O jak musi mnie naprawdę kochać, skoro spełnia wszystkie moje zachcianki. Jest jednak bezpiecznie uszeregowany, jak to mówię ma numer 2 bo ja jestem numer 1. Jest mi z Nim dobrze, ochrania mnie, prowadzi, spełnia moje życzenia. Jest cichy i pokorny, nie przeszkadza mi, a przy Nim jaśnieje moja otoczka. Jest mi wygodnie. Wciąż z Nim rozmawiam, właściwie to ja tylko mówię, nie dopuszczam Go do głosu, tak jak zresztą nikogo. Ale On jest cierpliwy, więc słucha i tak sobie spokojnie żyję
Zaczynam wyczuwać niebezpieczeństwo, czyżby chciał się wkraść ktoś do mojego serca? Właściwie to i tak nie wpuszczę tam nikogo - czego więc się właściwie boję? Na zewnątrz jest Jezus, więc jestem bezpieczna bo On mnie ochrania. Dostał kolejne zadanie. Och Panie! Ile tych ról jeszcze CI wyznaczę?! Czy ta Twoja Miłość jest aż tak wielka, że to wszystko wytrzymuje?
Zaczyna się coś dziać. Promieniujące „zewnątrz” chce wejść do środka. Na razie nie wiem dlaczego. Coś mi podpowiada, że nie ryzykuję, więc się zgadzam.
NO I ZACZĘŁO SIĘ! Otworzyłam wnętrze. Cicho, żeby nikt się na zewnątrz nie zorientował, że coś jest ze mną nie tak - poprosiłam uzdrów mnie Panie.
Myślałam, że zrobisz cud i jak zwykle szybko oraz bezboleśnie to nastąpi. I tu się przeliczyłam. Ponieważ Ty Jesteś doskonały, to co robisz jest równie doskonałe. Nie odstawiasz fuszerki. To co zacząłeś dla mnie robić, przeszło najśmielsze oczekiwania. Zacząłeś mnie leczyć Swoją Miłością.
„Ukochałem cię odwieczną miłością,
dlatego też zachowałem dla Ciebie łaskawość.
Znowu cię zbuduję, będziesz odbudowana” (Jer 31,3b)
Proces leczenia wciąż trwa. Nie zdawałam sobie sprawy, że może być tak cudowny. Dlaczego tak długo trwałam w chorobie? Wiem jednak na pewno, że nie mogę nigdy stracić tego, co zaczęłam uzyskiwać.
Zaczęłam pragnąć i prosić: PANIE
Przemyj moje oczy, abym widziała. Uszy moje odetkaj, abym słyszała Na ustach moich złóż pocałunek, abym z uwielbieniem przemówiła. Myśli moje wypełniaj, abym natchnioną był. Dłoni moich dotykaj, abym czyniła. Skrusz serce moje, abym bezgranicznie Cię kochała.
Spraw, abym doskonałością Bożą przepełniona do Ciebie tylko należała.
Zrozumiałam, że w mojej zwykłości jest Twoja doskonałość, a doskonała jest tylko Miłość, więc uczyń mnie Panie swoim narzędziem, bo cóż może być piękniejszego i wspanialszego od narzędzia do leczenia Twoją Miłością.
Jak mi lekko i wspaniale, wreszcie ustąpiłam Ci pierwszeństwa.
JESTEŚ TERAZ NA PIERWSYM MIEJSCU JESTEŚ JEDYNY